Głosy nadziei

sylwia zdjecie

Dzień, w którym wszystko się zatrzymało

To miało być zwykłe, kontrolne USG piersi.

Nic nie zapowiadało, że tym razem będzie inaczej.

Lekarz, który je wykonywał, nagle zamilkł.
Patrzyłam na niego i widziałam coś, czego wcześniej nie widziałam – strach.

Pamiętam jego oczy.
Pamiętam, że wiedział.
A ja jeszcze nie.

To była dziwna chwila.
Bo zamiast się przestraszyć… próbowałam uspokoić jego.

Nie docierało do mnie, co się dzieje.
Jakby ta informacja nie miała prawa naprawdę do mnie dotrzeć.

Kiedy wróciłam do domu, wszystko zaczęło do mnie dochodzić.
Powoli.
Za wolno i jednocześnie za szybko.

Pojawiły się pytania.

Co dalej?
Komu zaufać?
Czy robię dobrze?
Czy mam czas?

Lekarz powiedział tylko jedno:
„Jeżeli chirurg będzie chciał to wyciąć, proszę się zgodzić. Natychmiast.”

A potem… zaczęło się czekanie.

Na wizytę.
Na badanie.
Na wynik.

Dni zamieniały się w tygodnie.
A ja wiedziałam, że coś we mnie rośnie.

I że czas ma znaczenie.

To było chyba najtrudniejsze.

Nie sama diagnoza.
Nie słowo, którego nikt nie chce usłyszeć.

Tylko to zawieszenie.
Ta bezradność.
To czekanie, kiedy w środku wszystko krzyczy, że trzeba działać.

I wtedy pojawiła się Kasia.

Powiedziała mi coś bardzo ważnego:
„Nie czekaj na wizytę. Jedź do Szczecina. Idź tu i tu…
Czas ma ogromne znaczenie.

To był moment, w którym coś się we mnie zmieniło.
Bo nagle przestałam być sama z decyzjami.

Jeśli właśnie to przechodzisz –
to chcę, żebyś wiedział/a,
że to, co czujesz… jest normalne.

I że naprawdę
nie musisz przechodzić przez to sam/a.

Jeśli jesteś w tym momencie, kiedy już wiesz… ale nie wiesz, co dalej – napisałam o tym tutaj

Przewijanie do góry